<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Adam Szejnfeld &#187; Rzeczpospolita</title>
	<atom:link href="http://www.szejnfeld.pl/index.php/tag/rzeczpospolita/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.szejnfeld.pl</link>
	<description>Senator Rzeczypospolitej Polskiej</description>
	<lastBuildDate>Mon, 16 Feb 2026 22:37:10 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Najlepsze polskie marki</title>
		<link>http://www.szejnfeld.pl/index.php/komunikaty/najlepsze-polskie-marki/</link>
		<comments>http://www.szejnfeld.pl/index.php/komunikaty/najlepsze-polskie-marki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Dec 2011 23:05:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komunikaty]]></category>
		<category><![CDATA[Marka]]></category>
		<category><![CDATA[najlepsza marka]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczpospolita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.szejnfeld.pl/?p=11270</guid>
		<description><![CDATA[
Już po raz piąty dziennik „Rzeczpospolita” ogłosiła swój Ranking Najsilniejszych Polskich Marek 2011. Gościem honorowym gali był poseł Adam Szejnfeld, który wraz redaktorem naczelnym Tomaszem Wróblewskim wręczał nagrody finalistom i laureatom. 
Ranking „Rzeczpospolitej” pokazuje jak wiele od 1989 r. osiągnęły firmy, które narodziły się z Polski. Patrząc nie tylko na pierwszą 10, ale nawet na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a class="highslide" onclick="return vz.expand(this)" href="http://www.szejnfeld.pl/wp-content/uploads/2011/12/MG_0868.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-11274" title="_MG_0868" src="http://www.szejnfeld.pl/wp-content/uploads/2011/12/MG_0868-300x207.jpg" alt="" width="300" height="207" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Już po raz piąty dziennik „Rzeczpospolita” ogłosiła swój Ranking Najsilniejszych Polskich Marek 2011. Gościem honorowym gali był poseł Adam Szejnfeld, który wraz redaktorem naczelnym Tomaszem Wróblewskim wręczał nagrody finalistom i laureatom. </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Ranking „Rzeczpospolitej” pokazuje jak wiele od 1989 r. osiągnęły firmy, które narodziły się z Polski. Patrząc nie tylko na pierwszą 10, ale nawet na pierwszą 100 widzimy przedsiębiorstwa, które nie tylko doskonale radzą sobie na rynku krajowym, ale konkurują z firmami na arenie międzynarodowej i pokazuje, że naprawdę mamy z czego być dumni. Oceniając poszczególne marki sklasyfikowano je w kilka kategorii wg różnych branż ich działalności. Pierwszą dziesiątkę najdroższych natomiast marek w Polsce tworzą:</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>1. Orlen                                    &#8211; 3794,2 mln<br />
2. PKO Bank Polski                  &#8211; 3644,0 mln<br />
3. PZU                                      &#8211; 2830,2mln<br />
4. Telekomunikacja Polska       &#8211; 1813,4 mln<br />
5. Era                                       &#8211; 1479,9 mln<br />
6. Biedronka                             &#8211; 1350,3 mln<br />
7. TVN                                      &#8211; 1322,4 mln<br />
8. Bank Pekao                          &#8211; 1297,3 mln<br />
9. Plus                                     &#8211; 1084,9 mln<br />
10 Bank BPH                            &#8211; 1065,4 mln</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">***</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Ranking Najsilniejszych Polskich Marek to:</p>
<p style="text-align: justify;">
<ul style="text-align: justify;">
<li>Pierwszy w Polsce ranking marek      oparty na kryteriach finansowych, a nie jakościowych (według szacowanych      wartości marek wyrażonych w kategoriach pieniężnych)</li>
<li>Przegląd największych i      najsilniejszych marek zbudowanych na polskim rynku</li>
<li>Weryfikacja tego na ile      rozpoznawalność, prestiż, lojalność i inne miary jakościowe wpływają na      wartość marki</li>
<li>Ranking ogranicza się do marek      konsumenckich</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Celem projektu jest:</p>
<p style="text-align: justify;">
<ul style="text-align: justify;">
<li>Promocja polskiej gospodarki      poprzez pokazanie, że w Polsce również można tworzyć silne marki, w niczym      nie ustępujące markom kreowanym przez światowych gigantów</li>
<li>Wzbudzenie zainteresowania spółek      kwestiami efektywnego zarządzania marką i mierzenia jej wartości</li>
<li>Podniesienie świadomości marki jako      aktywa przedsiębiorstwa</li>
<li style="text-align: justify;">Stworzenie najbardziej      respektowanego i rozpoznawalnego rankingu marek w kraju</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Marta Łasak</p>
<p style="text-align: justify;">asystentka posła Adama Szejnfelda</p>
<p style="text-align: justify;">www.szejnfeld.pl</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.kobiecastronazycia.pl/">www.kobiecastronazycia.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.szejnfeld.pl/index.php/komunikaty/najlepsze-polskie-marki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za dużo państwa w państwie</title>
		<link>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/za-duzo-panstwa-w-panstwie/</link>
		<comments>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/za-duzo-panstwa-w-panstwie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2009 10:25:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczpospolita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://greg1.home.pl/?p=109</guid>
		<description><![CDATA[Rzeczpospolita
(Tytuł oryginału &#8211; Wolność i wiedza)  
Kiedyś, wyjeżdżając za granicę, robiłem moim rozmówcom taki mini  quiz. Pytałem: jakbyś miał dać Polsce tylko jedną radę, nie dwie, nie pięć, nie  dziesięć, ale tylko jedną, co powinniśmy zrobić, by się lepiej i szybciej  rozwijać, co byś radził? „Stawiajcie na naukę!” – brzmiała odpowiedź.
Narodowego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rzeczpospolita</p>
<p><strong><span style="font-size: x-small;">(Tytuł oryginału &#8211; Wolność i wiedza)</span><span style="font-size: large;"> </span> </strong></p>
<p><strong>Kiedyś, wyjeżdżając za granicę, robiłem moim rozmówcom taki mini  quiz. Pytałem: jakbyś miał dać Polsce tylko jedną radę, nie dwie, nie pięć, nie  dziesięć, ale tylko jedną, co powinniśmy zrobić, by się lepiej i szybciej  rozwijać, co byś radził? „Stawiajcie na naukę!” – brzmiała odpowiedź.</strong></p>
<p align="justify">Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007 &#8211; 2013 nie można  traktować do końca, ani jako zintegrowanej, średniookresowej koncepcji rozwoju  gospodarczego i społecznego kraju, ani jako programu po prostu mającego posłużyć  do wykorzystania środków dostępnych w ramach europejskiej pomocy dla krajów  członkowskich. Plan ten koncentruje się głównie na celach charakterystycznych  dla polityki spójności, co jest właściwe bardziej dla krajów zapóźnionych, a nie  rozwijających się, trudno więc go traktować także jako program na rzecz rozwoju.  NPR nie będzie też podstawą do negocjacji zasad i kierunków wdrażania środków  pomocy strukturalnej w Polsce, ponieważ Unia Europejka nie wymaga takich  dokumentów. Powstaje więc pytanie – czym jest i czemu ma służyć ten dokument?&#8230;  Pytanie o tyle uzasadnione, że nawet sami autorzy przyznają, iż dopiero na  podstawie NPR-u zostanie opracowany podstawowy dokument strategiczny w ramach  polityki naszego państwa, jako członka Unii Europejskiej, a mianowicie Narodowe  Strategiczne Ramy Odniesienia, będący przełożeniem na poziom krajowy  Wspólnotowych Strategicznych Ram Odniesienia. Te ostatnie natomiast nie są  jeszcze znane. Jak można więc budować krajowe ramy odniesienia skoro nie znamy  wspólnotowych?&#8230; I to pytanie pozostaje bez odpowiedzi.</p>
<p align="justify">Metodologia pisania NPR nie daje także podstaw do poważnego  traktowania tego dokumentu, jako projektu gotowego już do konsultacji i  ewentualnych tylko korekt. Niestety, będzie on chyba musiał być poddany  gruntownej przebudowie (jeśli oczywiście ktoś uzna, że taki dokument jest w  ogóle potrzebny) i to nie tylko w swojej właściwiej sferze, ale też w zakresie  materiałów wyjściowych. Bo i o te materiały chodzi. NPR winien być bowiem  wypadkową analiz, a zarazem spinaczem różnych innych rozwiązań i planów. Winien  unifikować w jednym dokumencie cele i priorytety zawarte na przykład w Narodowej  Strategii Rozwoju Regionalnego, w strategiach sektorowych, w strategiach  regionalnych, w koncepcji przestrzennego zagospodarowania kraju, w programach  wieloletnich, w założeniach polityki naukowej, czy polityki naukowo-technicznej,  w założeniach polityki innowacyjnej, itd.…. One jednak jeszcze nie są opracowane  i przyjęte, albo są już nieaktualne. Na jakiej więc podstawie proponuje się NPR?  Czy teraz wspominane polityki oraz strategie będą modyfikowane lub pisane od  nowa „pod” projekt NPR-u?&#8230; Pamiętać też trzeba, iż NPR skonstruowany został  pod inną filozofię wykorzystywania środków unijnych, a mianowicie pod projekty  wielofunduszowe, a nie jednofunduszowe. Sprawa ta jest jeszcze negocjowana, ale  ma jednak podstawowe znaczenie. Konstrukcja Planu powinna być bowiem  podporządkowana rozwiązaniom bardziej prawdopodobnym, niż pożądanym, a jest  odwrotnie. Gdyby bowiem propozycje Komisji Europejskiej w zakresie wykorzystania  funduszy strukturalnych potwierdziły się, to wdrażanie w Polsce 16 programów  regionalnych stanęłoby pod poważnym znakiem zapytania.</p>
<p align="justify">Gdy się przyjrzeć dokumentowi, o którym mowa, to trudno nie  odnieść wrażenia, że wykonano próbę wniesienia do niego wszystkiego, co się  tylko da. Z tych przyczyn stał się on materiałem skomplikowanym, nieprzejrzystym  i wewnętrznie niespójnym. Tworzą go bowiem 3 cele strategiczne, aż 10  priorytetów, 30 kierunków działań, 145 przedsięwzięć i działań, a w warstwie  realizacyjnej 6 programów horyzontalnych, 37 programów operacyjnych i 70  obszarów. Mimo jednak takiej konstrukcji, w dyskusji publicznej podnosi się, iż  w programie nie ma wielu priorytetów i działań, które winny się w nim znaleźć.  Co to oznacza? Ano nic innego, tylko to, że jak się chce strategią  średniookresową objąć wszystko, to i tak nie ustrzeże się pominięcia czegoś  ważnego, choćby dla tych, co dokumentu nie przygotowywali, a go oceniają. I tak  oto kończą się próby osiągania wszystkiego &#8211; skutecznie nie osiąga się niczego!  Dodatkową trudność sprawia to, że większość kierunków i działań jest  sformułowana na dużym poziomie ogólnikowości, co znakomicie przekreśla idę bycia  przez NPR faktycznym planem.</p>
<p align="justify">Wydaje się, że przyjęta przez rząd metoda jest powtórzeniem  błędu Strategii Lizbońskiej. Łączenie wielu, niekiedy sprzecznych ze sobą  priorytetów, tworzy mało spójny wewnętrznie zbiór utrudniając efektywną  realizację zadań. Jest to metoda zdecydowanie mniej skuteczna, niż polityka  oparta na jasno i wąsko zdefiniowanych priorytetach. Ale cóż, jest to skutek  obranej metody pracy nad NPR. Uczestniczyły w niej wszystkie resorty, więc każdy  priorytet, z ich punktu widzenia, był ważny. Takie są też efekty pracy nad  odchodzeniem od Polski resortowej poprzez przygotowywanie projektów strategii w…  resortach. Zresztą błąd ten leży nie tylko w sferze przygotowania NPR-u, ale też  w planowanej fazie realizacyjnej. Mianowicie dokument przesądza również, no bo i  musi, kto będzie wdrażał poszczególne priorytety i kierunki działań. Znaczącą  role powierza się w nim ponownie rządowi i poszczególnym ministerstwom,  marginalnie traktując jednocześnie rolę jednostek samorządu terytorialnego. Czy  tak ma wyglądać zamiar przebudowy ustrojowej państwa i zwiększenia  samodzielności samorządu, zwłaszcza wojewódzkiego?</p>
<p align="justify">W debacie politycznej nad projektem Narodowego Planu Rozwoju  nie pozostawiono na tym dokumencie suchej nitki. I trudno się dziwić. Zarzucano  mu wiele i to paradoksalnie z różnych, przeciwstawnych powodów. I dlatego, że w  nim nie ma tego, czy tamtego i dlatego, że to i owo jest. O tym, czego w NPR  jest za dużo, zdań kilka poświęciłem wyżej, tu natomiast chciałbym wspomnieć  tylko o tym, czego w tym programie nie ma i co budzi zdecydowane zdziwienie. W  NPR nie mówi się bowiem o koniecznej reformie finansów publicznych oraz o  kluczowej sprawie jaką jest strategia dojścia do strefy euro, wraz z niezbędnymi  działaniami prowadzącymi do spełnienia kryteriów z Maastricht. Czy można mówić o  strategii rozwoju na najbliższe kilkanaście lat w oderwaniu od tak  fundamentalnych spraw? Wydaje się, że nie.</p>
<p align="justify">Dla każdego jest sprawą oczywistą, iż ideą przewodnią, żeby  nie powiedzieć jedyną, w NPR winno być wspieranie rozwoju. Natomiast różne  metody zostaną wskazane, gdy zapytamy – w jaki sposób? W wachlarzu możliwych  odpowiedzi, dokonując dużego uproszczenia, można by wskazań na dwie skrajne  szkoły. Jedna mówi: należy wspierać najlepszych (by pociąg mógł osiągać świetne  wyniki w biciu rekordów prędkości i owszem potrzebne jest odpowiednie torowisko,  nowoczesne zarządzanie ruchem, czy sprawne wagony, ale celu nie osiągnie się  używając przestarzałej lokomotywy; potrzebna jest więc inwestycja w lokomotywę,  w „motor” dający siłę i szybkość dostosowując do niego całą konieczną  infrastrukturę). Inna szkoła, zresztą bardzo silna w Polsce, odpowie: skuteczną  metodą winno być wspieranie najsłabszych, poprzez wyrównywanie dysproporcji i to  w każdej dziedzinie, na przykład w rozwoju regionalnym, w rozwoju  przedsiębiorczości, w ochronie środowiska, w poziomie życia społecznego, w  oświacie, w nauce… Ta szkoła, choć podbudowana szlachetnym poglądem  sprawiedliwości społecznej oraz równomiernego i zrównoważonego rozwoju, ma  jednak jeden poważy skutek uboczny – najczęściej równa w dół, a nie w górę. Po  lekturze NPR-u wydaje się, że rząd opowiedział się za drugą szkołą. Ja  reprezentuję tę pierwszą. Jestem za jedną, silną „lokomotywą”!</p>
<p align="justify">Jak już była mowa, NPR wymienia aż 10 priorytetów  strategicznych, ale i bez tego większość z nich stanowi przecież niezbędne  czynniki wzrostu gospodarczego. Są to inwestycje, zatrudnienie, eksport,  przedsiębiorczość, innowacyjność, ochrona rynku, integracja społeczna, wiedza i  kompetencje, aktywizacja i mobilność oraz gospodarowanie przestrzenią. Które są  ważne, a które mniej ważne? Jak ma wyglądać hierarchia i sposoby ich  stymulowania? Nie wiadomo. Odpowiedzi można szukać tylko pośrednio w  proponowanym podziale środków, zwłaszcza z Unii Europejskiej. I tu czeka nas  zaskoczenie, bowiem aż 40,6% środków ma być przeznaczone na potrzeby rozwoju  regionalnego i przekształcenia strukturalne obszarów wiejskich, 20,6% na  finansowanie infrastruktury drogowej, natomiast tylko 4,6% na naukę, nowoczesne  technologie i społeczeństwo informacyjne. Pogratulować!</p>
<p align="justify">W kontekście NPR-u mówimy ciągle o przyszłości. Ale, czy ktoś  się zastanowił, co należałoby zrobić zanim w ogóle będziemy planować rozwiązania  na lata 2007 &#8211; 2013? Czy ze zmianami instytucjonalnymi i funkcjonalnymi w  administracji publicznej możemy czekać jeszcze kilka lat? Czy z reformą finansów  publicznych, w tym ze zmianą sytemu ubezpieczeń społecznych, albo sytemu  podatkowego, naprawą sytuacji w służbie zdrowia, albo rozwojem  przedsiębiorczości i rynku pracy, możemy jeszcze czekać, aż zaczniemy wdrażać  projekt Narodowego Planu Rozwoju? Czy bez zmian „tu i teraz” jakiś plan średnio,  czy długookresowy będzie miał sens? By móc wdrażać jakiekolwiek plany w  przyszłości musimy się brać za pozytywne zmiany już teraz. I dlatego rozumiem  wszystkich, którzy krytykują obecny rząd i koalicyjną większość. Bo czyż  końcówka kadencji jest najlepszym czasem na zastanawianie się, jak odchodzić od  państwa sektorowo-korporacyjnego na rzecz modelu państwa  samorządowo-obywatelskiego, jak przeprowadzać Polskę z cywilizacji produkcyjnej  do cywilizacji informatycznej, jak zapewniać konkurencyjność polskiej  gospodarce, nauce i kulturze? „Racjonalny przywódca” zastanawia się nad tym  wszystkim przed przejęciem władzy, a potem swoje wnioski i propozycje  konsekwentnie wdraża w życie, a nie rozpamiętując przeszłość, myśli o  przyszłości już za innych i to na dwa miesiące przed podaniem się do dymisji.</p>
<p align="justify">Wszystkim nam jest potrzebna większa doza odwagi, ale przede  wszystkim nowej ekipie rządzącej, która winna nauczyć się budowania sukcesu dla  innych. Powinniśmy mieć odwagę postawić na wolność. Ludziom w Polsce należy dać  maksimum wolności, rozwijając w nich zmysł przedsiębiorczości. Poczucie swobody,  braku skrępowania, przyjaznego otoczenia wyzwala pozytywne siły zagospodarowania  każdej wolnej przestrzeni. Wystarczy nie zakazać budowy lotniska, by, jeśli  będzie ono potrzebne, znaleźli się tacy, którzy w nie zainwestują. Oddając  inicjatywę w ręce obywateli państwo może ograniczyć zakres strategicznych celów,  zmniejszyć ilość priorytetów, zrezygnować z wielu kierunków działań. Likwidacja  barier i zmniejszanie ograniczeń jest najlepszym, często bezkosztowym sposobem  na wyzwolenie sił i mechanizmów rozwojowych. Cała aktywność rządzących winna się  skupić więc na naprawie kraju poprzez ograniczanie sfery regulacyjnej państwa  połączonej z likwidacją niekompetencji w administracji publicznej, zmniejszaniem  skali korupcji i zwiększaniem sfery wolności obywateli, w tym wolności  gospodarczej. Głównym wyzwaniem winno być budowanie podstaw rozwoju „klasy  średniej”, w myśl starej zasady, że bogactwo obywateli jest bogactwem państwa.  Natomiast, w ramach zwiększania swobody z jednej strony i transparentności  państwa z drugiej strony, lepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja nadmiaru  przepisów, niż tworzenie nowych, połączona z równoczesną zmianą filozofii  tworzenia prawa. Normy, w zasadzie, powinny odnosić się jedynie do tego, co  miałoby być z jakichś powodów ograniczone lub zakazane, a nie regulować to, co  miałoby być dozwolone.</p>
<p align="justify">To, co w Polsce także należałoby wreszcie konsekwentnie  wprowadzić, to zmiany w zasadach udzielania pomocy, i tej społecznej, i tej  publicznej dla przedsiębiorców. Pomoc państwa walczącego o utrzymanie wzrostu i  dbającego o rozwój winna odbywać się według zasady: „pomoc socjalna udzielana  jest wyłącznie najsłabszym, pomoc publiczna udzielana jest wyłącznie  najsilniejszym”. Trzeba pomagać mądrym, trzeba pomagać przedsiębiorczym i  innowacyjnym. Trzeba pomagać rozwojowi! Postawmy więc na liderów, nie  zapominając o najbardziej potrzebujących. Wtedy dopiero, może wyrwiemy się z  zaklętego kręgu bezsensownego rozdawnictwa nieprzynoszącego korzyści już nawet w  krótkim okresie czasu.</p>
<p align="justify"><span style="font-size: x-small;"><br />
</span></p>
<p>Adam Szejnfeld<br />
poseł Platformy Obywatelskiej<br />
przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki</p>
<p><a href='http://greg1.home.pl/wp-content/uploads/2009/06/wolnosc.doc'>Plik word</a><br />
<a href='http://greg1.home.pl/wp-content/uploads/2009/06/wolnosc.zip'>Plik .zip</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/za-duzo-panstwa-w-panstwie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polityka i praktyka</title>
		<link>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/polityka-i-praktyka/</link>
		<comments>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/polityka-i-praktyka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2009 10:23:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczpospolita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://greg1.home.pl/?p=106</guid>
		<description><![CDATA[ Rzeczpospolita

Polityka energetyczna każdego kraju, ujmowana w  programach rządowych, powinna mieć swoją odpowiednią perspektywę czasową, co  najmniej dwudziestoletnią, obejmować wszystkie sektory kompleksu  paliwowo-energetycznego oraz uwzględniać rozwiązania gwarantujące bezpieczeństwo  energetyczne. Zasady te obowiązują więc również i Polskę.
Celem dobrego programu energetycznego w Polsce powinno być  doprowadzenie do wzrostu konkurencji, stymulacja rozwoju rynku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> <span style="font-size: medium;">Rzeczpospolita<br />
</span></strong></p>
<p align="justify">Polityka energetyczna każdego kraju, ujmowana w  programach rządowych, powinna mieć swoją odpowiednią perspektywę czasową, co  najmniej dwudziestoletnią, obejmować wszystkie sektory kompleksu  paliwowo-energetycznego oraz uwzględniać rozwiązania gwarantujące bezpieczeństwo  energetyczne. Zasady te obowiązują więc również i Polskę.</p>
<p align="justify">Celem dobrego programu energetycznego w Polsce powinno być  doprowadzenie do wzrostu konkurencji, stymulacja rozwoju rynku, a tym samym  sprzyjanie racjonalizacji kosztów oraz cen, a w rezultacie szybki wzrost  konkurencyjności całej gospodarki. Dodatkowo, w Polskiej rzeczywistości  dotyczącej struktury źródeł dostaw energii, priorytetem winno stać się  osiągnięcie celów związanych z bezpieczeństwem energetycznym kraju. W  dzisiejszej dobie wielkich koncentracji i konkurencji na rynkach już przecież  międzynarodowych, program energetyczny powinien przewidywać, co najmniej dwa  istotne kierunki działania, a mianowicie: wzrost roli efektywności energetycznej  oraz wzrost roli rynku i konkurencji. Jest to równoznaczne także ze zmianą  pozycji konsumenta na polskim rynku energii. Ale co najważniejsze, program  powinien przewidywać zamianę polityki „ręcznego sterowania” z pozycji własności  państwa na politykę regulacyjną.</p>
<p align="justify">W kontekście powyższego mamy w Polsce do czynienia z  niebywale dziwną sytuacją na przykład w sektorze elektroenergetycznym. Normą  powinno być, iż w tak zasadniczej dla bezpieczeństwa kraju sprawie, rząd  przygotowuje, jak już mówiono, najpierw strategię wieloletnią, a potem dopiero,  w jej ramach, wdraża procesy konsolidacyjne oraz prywatyzacyjne. Jest natomiast  zupełnie odwrotnie. Zasadniczym błędem natomiast w myśleniu o zmianach w  sektorze elektroenergetycznym jest myślenie o interesie firm tego sektora i jego  podsektorów, a nie o interesie klientów. Najważniejszym więc wyzwaniem dla  przyszłych rządów będzie urynkowienie energii elektrycznej, gdyż to właśnie  rynek jest najlepszym weryfikatorem jakości, a konkurencja, najlepszym  regulatorem cen. By to osiągnąć konieczne będzie rozwiązanie problemu kontraktów  długoterminowych, stworzenie warunków do dalszego rozwoju giełdy energii,  zwiększenie inwestycji w sieci, w tym sieci trasgraniczne oraz zwiększenie  wykorzystywania energii ze źródeł odnawialnych. Ze względu na prognozowany  niedobór energii elektrycznej należy już teraz zastanawiać się nad przyszłością  w zakresie nowych inwestycji, bez fundamentalnego wykluczania, jak sądzę, także  energetyki atomowej.</p>
<p align="justify">Inne problemy występują natomiast na rynku ropy i gazu. Ale i  tu odpolitycznienie poprzez prywatyzację powinno być podstawową metodą sanowania  sytuacji, choć będzie to wyzwanie większe, niż w innych sektorach. Nie ma  jednak, według mnie, żadnych racjonalnych powodów, by jakiekolwiek sektory,  branże, czy nawet pojedyncze firmy uważać, za tak strategiczne dla  bezpieczeństwa państwa, by a priori wyłączać je z procesów prywatyzacyjnych,  albo, by te procesy ograniczać. To, co winno niewątpliwie należeć do państwa,  albo być pod rygorystycznym jego wpływem, to powinien być przesył. Zróżnicowane  źródła dostaw ropy i gazu, wyodrębniony funkcjonalnie i finansowo przesył oraz  zabezpieczone magazyny na duże zapasy gazu, ropy oraz innych paliw są  koniecznymi elementami bezpieczeństwa energetycznego karju. Niestety, w Polsce  pod tym właśnie względem mamy najgorsze wyniki w ciągu ostatnich lat  transformacji. Nie zwiększono bowiem, do poziomu unijnych wymogów, polskich  możliwości magazynowania paliw i gazu, zrezygnowano też z budowy nowych  gazociągów i ropociągów, nie zwiększono niestety równocześnie wydobycia  krajowego. Czy będzie to mogła nadrobić nowa ekipa? Tak, ale nie w jednej  kadencji i tylko przy pełniej determinacji realizacji tych ważnych celów.  Dodatkowym wyzwaniem i koniecznością będzie realizacja odpowiedniej polityki  zagranicznej. W sferze handlu ropą i gazem bowiem kwestie merytoryczne i  ekonomiczne nie są jedynymi kryteriami kontraktów. Polepszenie więc stosunków  Polski z jej sąsiadami, zwłaszcza wschodnimi i zachodnimi oraz podjecie rozmów  rządowych na temat zakupów ropy i gazu z innych źródeł niż tylko rosyjskie  będzie jednym z priorytetowych wyzwań nowego rządu.</p>
<p align="justify">Dla polityki energetycznej karju równie ważna jest przyszłość  polskiego górnictwa, zwłaszcza górnictwa węgla kamiennego. Niestety, mimo bardzo  dobrych wyników ostatnich kilkunastu miesięcy, nie można być nadmiernym  optymistą na przyszłość. Utrzymująca się na światowych rynkach hossa wiemy, że  nie będzie trwała wiecznie, dlatego polskie górnictwo powinno być już po  całkowitym zamknięciu procesu transformacji i restrukturyzacji. Niestety, w  ostatnich latach zauważalny jest efekt „wyhamowania” zmian, a to już w średniej  perspektywie może być bardzo groźne. Wstrzymano na przykład likwidację trwale  nierentownych kopalń, włącza się do Kompanii Węglowej kolejne, byłe spółki  węglowe oraz w dalszym ciągu się ją dokapitalizuje. W takiej sytuacji  strategicznym celem przyszłego rządu i zarządu spółki winno być opracowanie oraz  wdrożenie programu prywatyzacji Kompanii. Równolegle z tym, winno się powrócić  do zmian wpływających na radykalne obniżenie kosztów produkcji węgla, by już  teraz być przygotowanym na nadchodzący spadek koniunktury.</p>
<p align="justify">Obojętnie, czy omawiamy sprawy elektroenergetyki, czy też  sytuację w sektorach ropy, węgla, czy gazu, to w każdym przypadku przewija się  problematyka prywatyzacji. Prywatyzacja bowiem, restrukturyzacja i nadzór  funkcjonalny państwa winny stać się koniecznymi fundamentami przyszłej polityki  rządu. Właścicielska forma nadzoru państwa nad energetyką powinna być  ograniczana i zastępowana innymi formami nadzoru, jak nadzór regulacyjny (Urząd  Regulacji Energetyki), nadzór operatorski. (Operatorzy Systemów Przesyłowych)  oraz nadzór demonopolizacyjny (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów). Zasady  i procedury tych nadzorów państwo powinno kształtować legislacyjnie a następnie  dbać jedynie o egzekucję prawa i interesu społecznego. W tym kontekście należy  stwierdzić, iż racjonalna prywatyzacja sektorów energetycznych nie powinna stać  więc w żadnym konflikcie z koniecznością ochrony bezpieczeństwa energetycznego  kraju, a w swoim efekcie powinna doprowadzić do koniecznego odpolitycznienie i  urynkowienia sektorów energetycznych.</p>
<p align="justify">W obecnej dobie trwałego i radykalnego trendu wzrostowego  dotyczącego cen ropy na światowych rynkach należy oczywiście uwzględniać także,  nie tylko w krótkookresowych strategiach, zwiększenie wykorzystania energii ze  źródeł alternatywnych. Nie jest więc wykluczony zwrot w kierunku energii z  przetworzonego węgla, należy zwiększyć również wykorzystanie energii  odnawialnej, w tym z biomasy i wreszcie rozwinąć produkcję oraz wykorzystanie  biopaliw. W tym zakresie możliwości rodzime są ogromne, ale wykorzystanie nadal  wręcz śladowe. Istotną też rolę powinien zacząć odgrywać rozdział i rynek  uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Na koniec należy jednak stwierdzić jedno. W  Polsce należy skończyć wreszcie ze stanem, w którym polityka (energetyczna) i  praktyka to nie to samo.</p>
<p align="justify">
<p align="justify">
<p>Adam Szejnfeld<br />
poseł Platformy Obywatelskiej<br />
przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki<br />
www.szejnfeld.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/polityka-i-praktyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwa sztaby dyplomacji</title>
		<link>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/dwa-sztaby-dyplomacji/</link>
		<comments>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/dwa-sztaby-dyplomacji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2009 10:21:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeczpospolita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://greg1.home.pl/?p=101</guid>
		<description><![CDATA[Rzeczpospolita
Dwa sztaby w dyplomacji
W sejmowej debacie nad rządowym projektem ustawy o  promocji gospodarczej Polski za granicą zbyt mało uwagi poświęcono służbie  dyplomatycznej. Sądzę jednak, że bez jej reformy żadnych planów promocji kraju i  gospodarki nie da się rzetelnie i skutecznie zrealizować.
Obecny projekt to w ciągu ostatnich kilku lat już czwarta  propozycja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rzeczpospolita</p>
<p><strong><span style="font-size: medium;">Dwa sztaby w dyplomacji</span></strong></p>
<p align="justify">W sejmowej debacie nad rządowym projektem ustawy o  promocji gospodarczej Polski za granicą zbyt mało uwagi poświęcono służbie  dyplomatycznej. Sądzę jednak, że bez jej reformy żadnych planów promocji kraju i  gospodarki nie da się rzetelnie i skutecznie zrealizować.</p>
<p align="justify">Obecny projekt to w ciągu ostatnich kilku lat już czwarta  propozycja zmian. Latem ubiegłego roku spory w ekipie Marka Belki zablokowały  prace sejmowej Komisji Gospodarki nad projektem ustawy o przekształceniu PAIiIZ,  spółki prawa handlowego, w agendę rządową – Polską Agencję Handlu i Inwestycji –  która miała się wreszcie kompleksowo zająć promocją naszych interesów  gospodarczych. W programie PiS i rządu Kazimierza Marcinkiewicza znalazł się  zapis dotyczący ustanowienia dyplomacji ekonomicznej. W kilka miesięcy później  dowiedzieliśmy się natomiast o likwidacji dotychczasowych Wydziałów  Ekonomiczno-Handlowych ambasad i konsulatów oraz o planach utworzenia w ich  miejsce Wydziałów Ekonomicznych oraz Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji. Czy  zatem do tej reformy doszło i w jakim zakresie? I co się dzieje z reformą całej  dyplomacji?</p>
<p align="justify"><strong>Dwa oddzielne piony</strong></p>
<p align="justify">Do 1989 roku, gdy państwo miało monopol handlu zagranicznego,  jego wspieraniem za granicą zajmowały się Biura Radcy Handlowego. Zmiany  ustrojowe ten monopol wprawdzie zlikwidowały, ale BRH oszczędziły. Nadal  korzystały one ze statusu dyplomatycznego i podlegały (ostatnio) Ministerstwu  Gospodarki. Zmieniono im nazwę (na Wydziały Ekonomiczno-Handlowe Ambasad) a ich  kierowników podporządkowano, przynajmniej formalnie, ambasadorom. Niewiele  zmienił się natomiast styl pracy i zakres obowiązków WEH, choć mają dziś inną  „klientelę”: handlem zagranicznym zajmują się przecież w Polsce dziesiątki albo  i nawet setki tysięcy firm.</p>
<p align="justify">Jednym ze skutków faktycznego oddzielenia pionu  ekonomiczno-handlowego (WEH), od politycznego – czyli „właściwych” ambasad,  podległych Ministerstwu Spraw Zagranicznych– był brak współdziałania. Pion  dyplomatyczny, zwłaszcza ambasadorów, w niewielkim stopniu wykorzystywano do  wspierania naszych interesów gospodarczych. Szefowie placówek zbytnio się  zresztą do tego nie kwapili. Dyplomacja ekonomiczna wymaga bowiem odpowiedniej  wiedzy i kwalifikacji. Pod tym względem od partnerów z Unii Europejskiej, czy  USA dzieli nas wręcz przepaść.</p>
<p align="justify">Ambasadorów nie rozliczano dotychczas z działań na rzecz  gospodarki; dopiero teraz MSZ deklaruje wprowadzenie tego novum, co z pewnością  spotka się z oporem. Z kolei radcy handlowi mają – w porównaniu z ambasadorami –  ograniczone pole manewru, choć ich przygotowanie jest pod tym względem zazwyczaj  nieporównywalnie lepsze.</p>
<p align="justify">Dotychczas z reguły tylko do WEH trafiały konkretne zadania z  Ministerstwa Gospodarki, również pieniądze na promocję gospodarczą. Kraje, w  których WEH nie było otrzymywały na to kilkadziesiąt razy mniej środków niż  placówki nadzorowane przez MG. Nie oznacza to, iż resort spraw zagranicznych  jest tu „ubogim krewnym”, woli jednak fundusze publiczne przeznaczać na  promowanie Polski za granicą innymi metodami.</p>
<p align="justify">Dobrze, jeśli ambasador potrafił nawiązać i utrzymać  partnerski kontakt z radcą handlowym, ale zależy to głównie od ich dobrej woli.  Współpraca obu pionów zacieśnia się właściwie tylko w czasie wizyt państwowych.  Potem wraca podział: sprawy gospodarcze, głównie handlowe – to WEH, polityczne –  to ambasada. Na świecie działa się inaczej, co możemy obserwować na własnym  podwórku. Przy zakupie samolotów, bojowych dla wojska i cywilnych dla LOT, cała  dyplomacja, ambasadorowie, a nawet przywódcy państw, w których produkowano te  maszyny, włączali się do lobbingu.</p>
<p align="justify"><strong>Spór o zagraniczne oddziały</strong></p>
<p align="justify">Te i inne mankamenty ujawniły się jaskrawo podczas  ubiegłorocznych prac w Sejmie nad projektem ustawy o Polskiej Agencji Handlu i  Inwestycji. Choć wydawałoby się, że największe znaczenie ma pomoc inwestorom w  terenie, a eksporterom – również za granicą, spór między komisją a rządem skupił  się na przyszłych oddziałach zagranicznych agencji. Komisja zaproponowała więc  przekształcenie WEH w biura zagraniczne Agencji, działające w ramach placówek  dyplomatycznych, lecz zaangażowane w obsługę przedsiębiorców, a nie tylko  ministerstw.</p>
<p align="justify">Wtedy nastąpił sojusz MG i MSZ na rzecz zachowania status  quo. Resort gospodarki przypomniał sobie, iż bez WEH minister „nie będzie w  stanie wykonywać swych ustawowych zadań”, MSZ natomiast wysunęło argument, że  byłoby to sprzeczne – jako działalność na poły komercyjna – z Konwencjami  Wiedeńskimi.</p>
<p align="justify">Nikt z przedstawicieli rządu nie wspomniał, iż większość  placówek państw UE w Warszawie działa według takiego modelu, nie łamiąc prawa  polskiego ani międzynarodowego. MSZ powołuje się także na zapisy ustawie o  służbie zagranicznej RP, traktując status dyplomatyczny jako „dobro”, którym  może dysponować. Tak mogło być dawniej, ale nie teraz: skoro administracja a  więc i służba zagraniczna utrzymywane są z budżetu, który zasila w dominującym  stopniu sektor prywatny, to powinna działać także na jego rzecz.</p>
<p align="justify">Niestety, zapoczątkowane przez rząd zmiany w ekonomicznym  sektorze dyplomacji odbywają się głównie przez „skok na kasę”, czyli przejęcie  części kadr oraz majątku zagranicznego WEH przez ambasady. Tymczasem znacznie  bardziej potrzebna byłaby „ekonomizacja ” polityki zagranicznej, tak by interesy  gospodarcze państwa stały się jednym z jej priorytetów.</p>
<p align="justify"><strong>Nadal mamy dwutorowość</strong></p>
<p align="justify">Czas więc najwyższy, aby uporządkować te kwestie zarówno na  poziomie „centrum”, tj. w strukturach rządowych, jak i w służbie zagraniczne.  Choć jednak 7 lutego ministrowie gospodarki i spraw zagranicznych podpisali  porozumienie o utworzeniu dyplomacji ekonomicznej, sytuacja nadal przypomina  armię, w której taktyką zajmują się dwa sztaby, a wysunięte szpice podlegają  różnym dowódcom. Wygląda na to, że to porozumienie tylko komplikuje sytuację.</p>
<p align="justify">W zagranicznej polityce ekonomicznej państwa nadal króluje  więc dwutorowość, gdyż zgodnie z nim równolegle funkcjonować będą dwa centra  decyzyjne. Rozgraniczenie tej polityki i współpracy gospodarczej z zagranicą  nastręcza poważne trudności. To samo dotyczy zarządzania służbą zagraniczną, z  pozoru tylko jednolitą.</p>
<p align="justify">Już poprzedni rząd odpowiadając na dezyderat sejmowych  komisji pisał: „W obliczu poważnego kryzysu finansów publicznych i poszukiwania  oszczędności w administracji publicznej należy położyć kres tej dwutorowości i  związanemu z tym marnotrawstwu państwowych (tj. podatnika) środków&#8230; Wyłącznie  nowoczesna struktura, z podporządkowaniem merytorycznym i budżetowym WEH  ambasadom przyniesie oszczędności w budżecie państwa”. Tymczasem mamy kolejny  etap zamieszania.</p>
<p align="justify">MSZ przejmuje wprawdzie część środków finansowych i etatów,  by WEH przekształcać w Wydziały Ekonomiczne, ale zajmować się one będą jedynie  obsługą MSZ i ewentualnie pozostałej administracji. W stu ambasadach mają  pojawić się ekonomiści: będą tworzyć notatki informacyjne, lądujące w archiwach  MSZ gdzie nikt nie będzie miał z nich pożytku. MG, aby zachować etaty,  wywalczyło zachowanie co ciekawszych kawałków zagranicznego majątku w całości, a  pozostałych–w znacznej części. Dotychczasowy bałagan tylko się pogłębił.</p>
<p align="justify"><strong>Rezydencja po radcy</strong></p>
<p align="justify">Tymczasem kolejne raporty NIK kontrolującej placówki  zagraniczne potwierdzają marnotrawienie środków publicznych m.in. na podwójną  obsługę administracyjną. Choć MSZ ma w ambasadach komórki finansowo-księgowe, MG  tworzyło własne. Tak powstają dodatkowe etaty, które można obsadzić „swoimi  ludźmi”. Praca na placówce nie jest już wprawdzie tak intratna jak w minionej  epoce, ale MSZ wymienia dyplomatów co 4 lata, a na placówce MG można było  pracować nawet 10 lat i dłużej.</p>
<p align="justify">Nadal funkcjonuje także wywodzące się z PRL pojęcie  „rezydencji radcy handlowego”: radcami bywali wówczas dygnitarze partyjni równi  w swoim mniemaniu ambasadorom. Choć od tych czasów mięło już 15 lat, rezydencje  pozostały we władaniu resortu gospodarki. NIK i sejmowa komisji gospodarki,  której przewodniczyłem, starały się to uregulować, napotykając jednak opór MG i  MSZ.</p>
<p align="justify">Teraz ma się to zmienić, ale nie wiem czy na dobre. Do co  lepszych rezydencji zabranych radcom przez MSZ wprowadzą się ambasadorowie, a  reszta, obawiam się, zostanie sprzedana. Co gorsze, pieniądze z tych transakcji  mogą znów być utopione w nieudanych inwestycjach.</p>
<p align="justify">Mimo wielu dyskusji nikt nie postawił pytania: komu i czemu  służą dziś WEH, a w przyszłości – WE? Ich skuteczność w wspieraniu  przedsiębiorstw jest w nowej sytuacji problematyczna, za to pole do selektywnej  pomocy, a może i korupcji – spore. Zresztą wiele firm omija je, nie wierząc w  efekty ich działań. Poza tym przedsiębiorcy nie bardzo wiedzą, do kogo się  zwracać o pomoc: bezpośrednio do ambasad, do MG, czy do MSZ?</p>
<p align="justify">W dobie Internetu i wyspecjalizowanych instytutów analizy  rynków przygotowywane przez WEH nie zawsze mają ten walor co kiedyś. Podobnie  jest ze śledzeniem zmian w danym kraju (głównie przepisów, informacji bankowych  etc.). Dla polskiego biznesu przydatność WEH w ich obecnym kształcie jest na  ogół mocno ograniczona. Bardziej służyły resortowi, któremu podlegały. Czy to  się teraz zmieni? Tak. Ale obawiam się, że ta zmiana po pierwsze dotyczyć będzie  tylko nazwy, a pod drugie – że pracownicy WE służyć będą bardziej MSZ niż MG. I  tyle.</p>
<p align="justify"><strong>Skorzystać z gotowych wzorów</strong></p>
<p align="justify">Jak więc zapewnić wsparcie dla eksportu i przedsiębiorstw  coraz częściej nawiązujących współpracę z firmami zagranicznymi? Nie trzeba tu  specjalnej filozofii – wystarczy podpatrzeć metody jakie stosują państwa Europy  Zachodniej, albo nasi południowi sąsiedzi.<br />
Czemu na przykład rząd nie wprowadza rozwiązań wzorowanych na sprawdzonych  wzorcach, np. Irlandii.? Czy nie powinno nastąpić – jak proponowała Komisja  Gospodarki wiosną 2005 roku – przekazanie części analitycznej z dotychczasowych  WEH do MSZ (np. w formie stanowisk ds. ekonomicznych)? a równocześnie  przekształcenie WEH – tam gdzie to potrzebne – zgodnie z wymogami biznesu w  zagraniczne oddziały nowej agencji rządowej działające w strukturach ambasad?  Rząd jednak realizuje odwrotny plan.</p>
<p align="justify">Polsce potrzebny jest nowoczesny, zintegrowany model  współpracy ekonomicznej z zagranicą w zakresie zarówno regulacyjnym – tworzenia  ram działania podmiotów gospodarczych– jak i operacyjnym, czyli bezpośredniego  ich wspierania przez administrację rządową i samorządową. Skuteczne uczestnictwo  w międzynarodowym życiu gospodarczym wymaga dobrej synchronizacji działań  organów krajowych i zagranicznych przedstawicielstw oraz ustanowienia mechanizmu  kształtowania decyzji politycznych, które mają skutki ekonomiczne .</p>
<p align="justify">Płynie stąd wniosek, że konieczna jest likwidacja dwóch  centrów decyzyjnych, oddzielnych budżetów, infrastruktury i zasobów ludzkich i  skupienie tej działalności w jednym miejscu – w nowej agencji, dysponującej  oddziałami zagranicznymi i podległej MG.</p>
<p align="justify">W ten sposób można by oddzielić klarownie również działalność  operacyjną na rzecz podmiotów gospodarczych od tej, która jest klasycznym  przedmiotem zainteresowania dyplomacji. Dyplomacja – cała! – powinna natomiast  coraz bardziej kierować się interesami gospodarczymi Rzeczypospolitej, a te  powinny się znaleźć w jednym ręku. Wymagać to będzie jednak zmiany sposobu  myślenia i działania naszej dyplomacji, a także jej szybkiego przyuczenia do  nowej roli. W przeciwnym razie niełatwo będzie zadbać o normalne, w uprawianiu  współczesnej dyplomacji, łączenie spraw politycznych i gospodarczych oraz  zapewnić skuteczne wsparcie dla polskiego biznesu przez służbę zagraniczną.</p>
<p align="justify">
<p>Adam Szejnfeld<br />
poseł Platformy Obywatelskiej<br />
wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki<br />
www.szejnfeld.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.szejnfeld.pl/index.php/prasa/artykuly/dwa-sztaby-dyplomacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
