epp5_zps3f8w24ka

Arthur Schopenhauer “Wszystko, co doskonałe, dojrzewa powoli.”

Hannibal “Albo odnajdziemy drogę, albo ją zbudujemy.”

Od poniedziałku do piątku.

Redaktor admin on 21 Styczeń, 2020 dostępny w Felietony. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Nie ma możliwości pozostawienia komentarza.

Dryn-dryn…, dryn-dryn…, dryn-dryn…- rozdzwonił się mój telefon. Odebrałem.

- Mam mamę w szpitalu – usłyszałem głos roztrzęsionej znajomej.

- Trafiła na SOR. Jak tylko się dowiedziałam, rzuciłam wszystko i pojechałam do szpitala. SOR był oblężony przez chorych, jak twierdza broniąca się przed atakującą masą pacjentów. Nie wpuszczono mnie!  – kontynuowała zdenerwowana.

- Niestety, SOR to SOR. Mogłabym to nawet zrozumieć. Obowiązują przecież jakiś przepisy, higiena, konieczna sprawność organizacyjna… No, ale tam tego nie było. Nie było też wystarczającej liczby pracowników, aby obsługiwać tych biednych ludzi. Był za to jeden wielki burdel. Ludzie siedzący byle gdzie, leżący na byle czym, inni chodzący, biegający. Wszędzie coś się walało… – mówiła.

- To, co tam zobaczyłam powaliło mnie. To był horror. Tłumy ludzi. Czekają po 18, 20, 36 godzin… Wyobraź sobie, że kobieta w zaawansowanej ciąży leżała w poczekalni na krzesłach, bo nie mogła już usiedzieć, a nie było dla niej łóżka. Była tam już 12 godzin. Czekała na wyniki badań…. – relacjonowała.

- Wiesz, mogę o tym wszystkim powiedzieć, tylko dlatego, że to widziałam. W tym chaosie bowiem udało mi się na szczęście jakoś przemycić. Weszłam. Nie dopuszczono mnie jednak bezpośrednio do mamy. Czekając na jakąś szansę zobaczenia jej, czekając też na jakąś informację o jej stanie zdrowia, pomagałam obcym ludziom. Jedni zwisali z łóżka, inni nie mogli wstać, aby udać się do toalety. Podawałam im wodę, bo niektórzy byli tam zupełnie sami. Przywieziono ich z domu tak jak stali, bez skarpetek, bez piżamy, bez koca, niekiedy tylko w samym szlafroku. Marzli. Na całym oddziale był tylko jeden lekarz, tylko jeden lekarz na cały SOR! Robił co mógł, no ale był sam… – ucichła na chwilę.

- Wiesz… – znów się odezwała – więcej lekarzy jest od poniedziałku do piątku, ale w weekend są tylko ci, którzy mają dyżur. Na SOR trzeba trafić więc od poniedziałku do piątku. Pamiętaj, od poniedziałku do piątku! – powtórzyła z sarkazmem.

- Wściekłam się. Miałam ochotę gdzieś to zgłosić. Gdzieś zadzwonić. Ale był weekend, a wszystkie instytucje w Polsce są czynne… od poniedziałku do piątku. Tylko od poniedziałku do piątku! – kontynuowała zdenerwowanym głosem.

- Rzecznik praw pacjenta: od poniedziałku do piątku! Ministerstwo zdrowia: od poniedziałku do piątku! Biuro premiera: od poniedziałku do piątku!… – już prawie krzyczała do słuchawki.

Zdruzgotany tą opowieścią szedłem miejskim skwerem. Co rusz mijałem żebrzącego o pieniądze, jakiegoś mężczyznę, jakąś kobietę… Większość wyglądała na bezdomnych. Niektórzy nie ukrywali, że zbierają pieniądze po prostu na alkohol. Jeden z nieogolonych facetów trzymał w ręku nawet kartonik z napisem: „Zbieram ma wódkę” …

Szedłem dalej i nagle mój wzrok przykuł widok klęczącej kobiety. Dobrze ubrana. Elegancko upięte włosy. Ładne buty i płaszcz. Klęczała na skraju chodnika tak, jakby się modliła….

Podszedłem.

- Dlaczego pani tu klęczy? – zapytałem.

- Zbieram pieniądze – odpowiedziała.

- Jak to, tu? Klęcząc na ziemi? Na co pani zbiera? – zapytałem zdumiony.

- Zbieram pieniądze na leczenie córki. Są potrzebne na operację – odpowiedziała.

- No, ale w ten sposób pani nie uzbiera pieniędzy. Niech Pani wstanie – stanowczo poprosiłem.

Ludzie przechodzili obok nas obojętnie.

- Do roboty byś poszła! – ktoś krzyknął za moimi plecami.

- Pracuję od poniedziałku do piątku. Każdego tygodnia od poniedziałku do piątku pracuję – powtórzyła, jakby odpowiadając tej osobie. Mówiła jednak do mnie.

- Wszystko co zarobię odkładam na leczenie córki, ale to za mało. Zbieram więc jeszcze tutaj. W weekendy… – odpowiedziała spuszczając wzrok. Po jej polikach popłynęły łzy… Wstała.

Dorzuciłem się do jej zbiórki, ale ciągle nie mogą mi wyjść z głowy słowa: od poniedziałku do piątku, od poniedziałku do piątku, od poniedziałku do piątku…

Ludzie pracują od poniedziałku do piątku. Od poniedziałku do piątku muszą zarobić na swoje życie, na utrzymanie bliskich, na wszystko. Ale nie zawsze i nie na wszystko wystarczy. W wyjątkowych sytuacjach musi pomóc państwo. Ale jeśli wystąpi taka potrzeba, jeśli jest taka konieczność, to człowiek musi trafić koniecznie w dzień od poniedziałku do piątku? Tylko od poniedziałku do piątku? Doprawdy?!…

Adam Szejnfeld

Brak możliwości dodania komentarza

Zaloguj się / Realizacja - Medianet (info@medianetinteractive.pl)