epp5_zps3f8w24ka

Arthur Schopenhauer “Wszystko, co doskonałe, dojrzewa powoli.”

Hannibal “Albo odnajdziemy drogę, albo ją zbudujemy.”

My, europosłowie PO, walczymy w osamotnieniu – Adam Szejnfeld o działaniach w sprawie polskich interesów w Europie.

Redaktor admin on 8 Wrzesień, 2017 dostępny w Wywiady. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Nie ma możliwości pozostawienia komentarza.

Premier Beata Szydło rozmawiała w tym tygodniu w sprawie pracowników delegowanych z szefami rządów Słowacji i Hiszpanii. Czy to wystarczy, by powstrzymać zmiany, które w unijnej dyrektywie chcą przeforsować Francuzi, a które mogą sprawić nie lada kłopoty polskim kierowcom i przewoźnikom? Spytaliśmy polityków różnych partii, co robią w tej sprawie. Tymczasem prezydent Emannuel Macron pozyskał nowych sojuszników.

We wtorek francuski prezydent spotkał się z premierami Belgii i Luksemburga. Rozmawiali m.in.  O sprawie pracowników delegowanych. – Przyjmuję z zadowoleniem propozycje francuskiego prezydenta, aby wzmocnić dyrektywę o pracownikach delegowanych – mówił na wspólnej konferencji prasowej cytowany przez AFP Xavier Bettel, premier Luksemburga. – Musimy walczyć z oszustwami i dumpingiem socjalnym we wszystkich obszarach – dodał.

Francja, Luksemburg i Belgia chcą tworzyć “koalicję dobrej woli”, mającą łączyć tych, którzy “mają ambicje wobec kontynentu” – PAP cytuje komentarze z europejskich mediów. Liderzy trzech państw opowiadają się za budową Europy wielu prędkości, a prezydent Francji ze strony przywódców Luksemburga i Belgii zyskał pełną akceptację.

Wczoraj stanowisko Francji w sprawie wynagradzania pracowników delegowanych poparł minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel – podaje PAP. – Europa musi stać się bardziej fair – oświadczył po spotkaniu z francuskim prezydentem w Paryżu. Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Macron rozmawiał z szefami rządów krajów naszego regionu. Czesi i Słowacy wyrazili ostrożne poparcie dla jego koncepcji.

Natomiast w poniedziałek, w rozmowie telefonicznej Beata Szydło i premier Słowacji Robert Fico, podkreślili aktualność wspólnego stanowiska Grupy Wyszehradzkiej. Z kolei w rozmowie z premierem Mariano Rajoyem, Szydło nawiązała do konsultacji międzyrządowych w Warszawie, w czerwcu tego roku i przypomniała wspólne elementy stanowiska obu krajów. Polska i Hiszpania nadal będą konsultowały swoje stanowiska, zarówno na poziomie roboczym, jak i premierów.

Głos ws. dyrektywy zabrał także minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk. Na antenie TVP Info minister stwierdził, że protekcjonistyczne działania Francji oraz Niemiec, które forsują projekt dyrektywy unijnej, tak naprawdę wyeliminują polskie przedsiębiorstwa z transportu międzynarodowego. – A to jest ponad 100 tysięcy miejsc pracy i ponad 12 mld złotych wpływów do budżetu – wyliczał Adamczyk. Dodał, że dyrektywa w kształcie proponowanym przez Francję wyeliminuje nie tylko polskie firmy. – Rozmawiałem ostatnio z ministrem transportu Hiszpanii. Ubolewa, że te rozwiązania, te projekty forsowane przez Francuzów także będą restrykcyjne wobec transportu hiszpańskiego w Europie – powiedział minister.

Pytany o to, jak rząd zamierza powstrzymać zmiany, odpowiedział, że prowadzi działania na różnym poziomie a zaangażowane są też inne ministerstwa. – Jesteśmy już od wielu miesięcy w bliskim kontakcie z ministrami transportu państw UE – mówił Adamczyk. Pierwsza debata europejska na temat dyrektywy odbędzie się w grudniu. Wcześniej spotkają się ministrowie transportu oraz potem ministrowie pracy państw UE.

Co robią polscy politycy?

Wszystkim partiom obecnym w Sejmie zadaliśmy pytanie, jak co zamierzają zrobić, by zapobiec wprowadzeniu w unijnych przepisach niekorzystnych dla polskich firm transportowych zmian. Odpowiedzi uzyskaliśmy od polityków PiS, PO, Kukiz’15 oraz SLD, które choć nie jest teraz obecne w Sejmie, ma swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim. PSL i Nowoczesna nie zareagowały.

Od dawna staramy się przemawiać do rozsądku w kwestii przepisów o delegowaniu pracowników. I dowodzimy, że Polska wcale nie stosuje dumpingu socjalnego, jak zarzucają to nam niektóre kraje zachodnie. Rząd i większość parlamentarna zrobili dużo, żeby dyrektywa wyglądała inaczej. Skutkiem tego było utworzenie sojuszu 11 krajów, głównie z Europy Środkowo-Wschodniej, które są przeciwne zmianom – przekonuje Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.

Jego zdaniem to dziwne, że gdy tylko kraje z naszego regionu zyskały lekką przewagę np. w sektorze transportu, to od razu rzuca się im kłody pod nogi.

Tak jakby kraje zachodu zapomniały, że dzięki naszej obecności w Unii zyskały dostęp do nowych rynków i konsumentów. A działania Macrona są próbą odwrócenia uwagi od złej sytuacji wewnętrznej Francji. On zrobi złą przysługę samym Francuzom – prognozuje europoseł PiS.

Kuźmiuk dodaje, że we frakcji politycznej Europejskich Konserwatystów i Reforamtorów, do którego należą europosłowie PiS, nie ma deputowanych z Francji. – A koledzy z innych krajów są przekonani, że pomysły Macrona są pod prąd integracji – mówi.

Na pytanie, czy europosłowie PiS zamierzają jeszcze lobbować ws. zablokowania zmian w dyrektywie o delegowaniu stwierdził, że “jakieś kontakty mamy, ale raczej z eurosceptykami, a to posłowie PO należą do największej frakcji w europarlamencie (Europejskiej Partii Ludowej) i zapewniali, że będa przekonywać do polskiego stanowiska europosłów z innych krajów”.

Liczę na to, że nawet jeśli dyrektywa o delegowaniu zostanie zmieniona po myśli Macrona w Parlamencie Europejskim, to nie przejdzie potem w Radzie Europejskiej – mówi Kuźmiuk.

Interpelacja i mrówcza praca

Platforma Obywatelska złożyła w poniedziałek w Semie interpelacje skierowana do premier Szydło w sprawie nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Monika Wielichowska, posłanka PO, pyta w niej rząd o to, jakie działania podjął w tej sprawie i jakie są ich rezultaty. Posłanka chce też, by premier poinformowała o spotkaniach polskiego rządu na arenie UE w sprawie dyrektywy oraz by przedstawiła efekty ewentualnych ustaleń.

Adam Szejnfeld, europoseł PO i były wiceminister gospodarki, zwraca natomiast uwagę na fakt, że  w sprawie dyrektywy o delegowaniu pracowników, do których dąży nie tylko prezydent Francji, ale też wiele innych państw, praktycznie nie widać żadnej aktywności polskiego rządu, a także polskiego prezydenta.

Mimo, że kompetencje w takich sprawach ma przede wszystkim rząd, to jednak pan prezydent Andrzej Duda zapowiadał, że będzie rozmawiał o trudnych sprawach między Polską a Francją. Nic natomiast na ten temat nie wiemy – komentuje.

Zdaniem europosła, to jedna z najważniejszych obecnie spraw dla Polski, podobnie jak kwestia polskiego transportu międzynarodowego.

Powiedziałbym nawet, że kto wie, czy problem transportu nie jest gospodarczo ważniejszy, gdyż dotyczy branży, która słusznie określana jest „krwioobiegiem gospodarki”. Jeśli w dyrektywie o delegowaniu pracowników i w Pakiecie Mobilności przejdą niekorzystne dla Polski zapisy, to wielu polskich przedsiębiorców być może będzie musiało wycofać się z europejskiego rynku – twierdzi Szejnfeld.

Były wiceminister gospodarki uważa, że to co dzieje się obecnie w Europie, jest bardzo groźne dla jednolitego rynku. Zaryzykowałby tezę, że działania Paryża są wynikiem wcześniejszego podejmowanie podobnych rozwiązań przez inne kraje, nie tylko z zachodu, ale i wschodu Europy. W jego ocenie sytuację pogarsza postawa polskiego rządu.

Skoro ciągle negujemy zasady funkcjonowania Unii, krytykujemy władze Wspólnoty i poszczególnych państw, szczególnie Francji i Niemiec, nie poczuwamy się do podejmowania działań w ramach europejskiej solidarności i ciągle mamy tylko roszczenia, to dlaczego mamy liczyć na zrozumienie innych? - pyta Szejnfeld.

Pytany o to, jak europosłowie Platformy zamierzają zapobiec wprowadzeniu niekorzystnych dla Polski regulacji, mówi, że cały czas negują je, starają się przekonać adwersarzy do polskiego stanowiska i przede wszystkim budują koalicję na rzecz swojego punktu widzenia. Zastrzega jednak, że zasadnicze zadanie mają do wykonania polskie władze, a nie posłowie.

Jeszcze przed wakacjami byliśmy dobrej myśli, gdyż udało się zbudować na naszą rzecz koalicję wielu państw. Mogliśmy liczyć na wsparcie nie tylko krajów Europy Wschodniej, ale także m.in. Szwecji, Danii, Hiszpanii, a nawet Niemiec. Niestety, przez minione dwa miesiące polski rząd doprowadził do kolejnych spięć z Paryżem, Berlinem i Brukselą i wszystko niemalże legło w gruzach. Musimy te kontakty, zbudowane już układy wsparcia dla naszego kraju, odnawiać – mówi.

Szejnfeld podkreśla, że europosłowie nie poddają się, i obrazowo mówiąc są jak mrówki. Gdy mrowisko jest niszczone, nie rezygnują, ale odbudowują je.

Niestety, nasze zadanie jest bardzo trudne. Po pierwsze nie widzimy wsparcia i podobnych działań ze strony polskiego rządu oraz europosłów PiS. Po drugie antyunijny kurs w Polsce nie osłabia się, lecz wzmacnia. To natomiast jest fundamentalną barierą do podejmowania negocjacji i poszukiwaniu kompromisów - mówi Adam Szejnfeld.

Szukają sojuszników i liczą na współpracę z rządem

Bogusław Liberadzki, europoseł SLD, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i były minister transportu, wskazuje, że debata wokół dyrektywy o delegowaniu toczy się już od kilku lat. Przypomina, że to, co dotychczas udało się polskim europosłom, to zawieszenie jej obowiązywania. Tłumaczy też, że termin “posted workers” dotyczy sytuacji, gdy np. pracownik z Polski jest wysyłany przez firmę, która go zatrudnia, do pracy w Niemczech i tam mieszka. W przypadku kierowców sytuacja jest inna.

Polski kierowca ciężarówki, z polskiej firmy, zajmuje się przewozem polskich albo zagranicznych towarów. Nie mieszka w Niemczech, tylko przez nie przejeżdża, bo za tydzień może być np. w Czechach. Nie można więc go traktować jako “posted workera”. Tymczasem Komisja Europejska toleruje łamanie prawa przez poszczególne kraje. Dlatego sprawa obecnej dyrektywy trafiła do arbitrażu unijnych sądów - wyjaśnia Bogusław Liberadzki.

Europoseł punktuje pomysły wysuwane przez Francję ws. dyrektywy o delegowaniu. – Ta sama płaca, za tę samą pracę w tym samym miejscu, to chybiony pomysł. Przecież pensje Niemców i Francuzów też są zróżnicowane w zależności od firmy, nawet jeśli pracują na podobnych stanowiskach.

Brak możliwości dodania komentarza

Zaloguj się / Realizacja - Medianet (info@medianetinteractive.pl)